Język polski

"Dziady" w naszej auli

To był straszny piątkowy wieczór!
W auli naszego LO, skądinąd i tak - jak wiadomo- nawiedzanego przez duchy, obejrzeliśmy literacko przetworzone przez Adama Mickiewicza widowisko dziadów. Wysłuchaliśmy żalów młodo zmarłego Józia, wystraszyliśmy się Widma złego pana atakowanego przez żarłoczne ptactwo, współczuliśmy duchowi Zosi... Poddaliśmy się hipnotycznemu zawodzeniu chóru i nakazom Guślarza, a to wszystko dzięki występowi Lwóweckiej Grupy Teatralnej, prowadzonej przez naszą panią profesor, Bognę Witosławską.
Kto był... powtórzył sobie lekturę przed maturą i teraz ZAPAMIĘTA ją już do końca życia :)

Zdjęcia Asi Czapczyk - kliknij :)




W piątek 23 listopada 2018 roku wybrałam się na adaptację dzieła Adama Mickiewicza pt. ”Dziady”. Konkretnie była to część druga. Reżyserem przedstawienia była Pani Bogna Witosławska, a na scenie wystąpiła Lwówecka Grupa Teatralna. Wszystko działo się w auli Pniewskiego Liceum Ogólnokształcącego im. Emilii Sczanieckiej.

Pierwszy na scenie pojawił się chór, w rolę którego wcielili się: Klaudia Kaczmarek, Jagoda Gulczyńska, Barbara Bryłka, Jagoda Korytowska i Stanisław Przewoźny. W auli zapadła ciemność, świeciły się jedynie świece na scenie oraz te, które niósł chór, klimat grozy i niepewności podkreślały czerwone światła skierowane na scenę. Jedną z głównych ról, w tym wypadku Guślarza zagrał Jarosław Nawrot. Dziady, które wyprawiał Guślarz polegały na wezwaniu ducha i ofiarowaniu mu pomocy. Pierwszym wzywanym duchem był Józio, zagrany przez Łukasza Tobisa. Chór zgasił trzymane świece, a na scenie pojawiło się trochę więcej światła z reflektorów wiszących nad głowami widowni. Zza dymu wyłonił się Józio, pomimo że był duchem, nie wydawał się widowni straszny, ponieważ był dzieckiem. Kolejny duch, którego wezwał Guślarz, był widmem Złego Pana. Postać ta grana była przez Norberta Bryłkę. Przy wzywaniu tego ducha na scenie dominowała czerwień i ciemność. Aktor zanim wszedł na scenę, obszedł siedzącą widownię budząc w niektórych dreszcze ze strachu. Dodatkowym, moim zdaniem atutem, który budził w widowni nie tylko strach, ale też podziw był ciężki, głęboki i głośny głos aktora, który wyróżnił siebie oraz swoją postać nim na tle innych.
Razem z widmem Złego Pana na scenie pojawiła się jeszcze Sowa i Kruk, postacie te zagrała Marta Mnichowska razem z Miłoszem Lobą. Ostatnim duchem wezwanym przez Guślarza była Zosia, którą zagrała Agata Gulczyńska.

Aktorzy grali na scenie, przed sceną, wśród widowni. Wchodzili i wychodzili przez drzwi auli. Nie było to zwykłe przedstawienie, gdzie aktorzy wychodzą zza kulis na scenę i schodzą tamże. Była to miła i zaskakująca odmiana. Mrocznego klimatu dodawało wiele zapalonych świec. Na środku sceny leżała pod kątem trumna. Znajdowały się na niej przedmioty, które ofiarowane duchom miały pomóc im. Światłami operował, pod okiem Pani Bogny Witosławskiej, Dawid Bosy. Nie jestem pewna czy wszystkie zabiegi były planowane, ale uważam, że bardzo udane i bez nich występ byłby zupełnie inaczej odbierany przez widzów.

Byłam pod wielkim wrażeniem makijażu postaci. Duchy były blade, miały ciemne powieki, na ich twarzy wisiała odcięta skóra, wyglądało to bardzo realistycznie. W pewnym momencie wystraszyłam się, że jednej z postaci leci spora ilość krwi z twarzy, jednak po zwróceniu głowy bohatera w inną stronę zauważyłam, że to tylko odbijające się czerwone światło. Podejrzewam, że nie było to planowane, ale sceny podczas spektaklu budziły sporą wyobraźnię widowni.

Jestem pod wrażeniem całego spektaklu, widać, że twórcy spędzili sporą ilość czasu na przygotowaniach, ale było warto! Dostarczyli widzom sporej dawki emocji, szczególnie strachu. 45 minut spektaklu minęło mi bardzo szybko i przyjemnie, nie mogę doczekać się na kolejne występy tej grupy teatralnej!

Ostatnio zmienianysobota, 01 grudzień 2018 00:02